poniedziałek, 8 sierpnia 2016

~Szpital i.....Toster?~


"Wszyscy jesteśmy 
równie mocno zepsuci
w środku.
Bo każdemu z nas brakuje 
jakiegoś kawałka
Serca...."

~Karina~

Moje ciężkie jak ołów powieki powoli unosiły się ku górze w cholernie biały odłam sufitu. Czułam się jak wybudzona machinalnie z transu, takiego który paraliżuje twe wszystkie kończyny, co świadczyło o objawach chwilowej katapleksji. Głowa mi pękała, serce biło niemiłosiernie o klatkę piersiową. Gdzie ja jestem? Biały kolor sterylnych, szpitalnych ścian bił po oczach. Biel.... czemu nie czerń? Jest taka ładna...Jednak w owej chwili przypomniałam sobie wszystko. Wypadek. Krew. Vincent..... VINCENT! Aua. W tej chwili rozbolałą mnie głowa. Z ledwością uniosłam lewą dłoń do głowy by wyczuć szwy na swej fiołkowo włosej główce.Czarnowłosy nic nie robił. Tylko stał przy swym przyjacielu jak truśka. Nosz do cholery jasnej?!O nie, nie... tak się nie będziemy bawić. Próbowałam wstać na równe nogi co było trudne zważywszy na plik kabelków przyczepiony do pikającej maszyny.
-Ej ty!-Zawołałam z ledwością podnosząc się na nogi, czy raczej do siadu bo do nóg mi daleko.-Tak do ciebie mówię!- Chłopak zwrócił się do mnie z niemym wyrazem twarzy, taaa.... ja też nie jestem radosna że choćby próbuję nawiązać tę rozmowę.
-Czego.-Warknął utrzymując mnie w myśli że raczej nie polubił mej szanownej persony. Już miałam "kulturalnie" na to odpowiedzieć gdy złapał mnie skurcz w miejscu gdzie powinien być żołądek.
-Ile.. uh... tu leżymy?-Zagadnęłam siląc się na jak najmniej jadu w głosie.
-Tylko wieczór...-Ale mnie to już nie obchodziło gdy zerknęłam kątem oka na bliźniaka, moja postawa diametralnie się zmieniła a mój głos stał się nie tyle co słodki jak miód tylko... zatroskany.
-Co z nim? Wybudził się? Powiedz do cholery że tak! - Dla niego nie było dobroci w głosie. O nie! Chcę w tej sekundzie wiedzieć co dolega mojemu bratu! Więc śpiewaj Amebo....
-Nie wybudził się... lekarze nie znają poziomu jego obrażeń z tego powodu....Z resztą... co cię to obchodzi?!- Nie słuchałam go a ilustrowałam fioletowo włosego  uważnym wzrokiem, od rozcięcia na głowie którą zapewne uderzył o nawierzchnię asfaltu po pikający kardiomonitor przypięty do jego osoby. Zdawał się być bledszy niż zazwyczaj.... Ale to chyba naturalne przy takiej ilości bieli, która zdaje się wysysać z ciebie kolory.
-A nie wpadłeś geniuszu na pomysł by go ocucić?!- Spojrzał na mnie jak na debilkę.
-Że co... niby jak?- Nie wyglądał na zachwyconego mą piękną reakcją.
-Eeee... zauważ iż ten osobnik, zwany powszechnie Vincentem jest nałogowym tostożercą... Jeśli mu pod nos podstawisz  ciepłego pachnącego tosta to może ruszy te leniwe dupsko i powstanie z martwych.-Prychnęłam pół ironicznie pół serio.
-To jest myśl!-Ruszył do drzwi oznaczających wyjście z z sali OIOM'u.
-Mi też przynieś niedojebie!-Albo mnie nie słyszał, albo zignorował i szczerze stawiam na tę drugą opcję... Skąd takie istoty na ziemi się biorą, no ludzie! Nie.. to nie jest teraz ważne... ważny jest mój brat.Spojrzałam na niego. Był chyba w jeszcze gorszym stanie niż ja. Nie powiem....Martwiłam się o niego... i to cholernie...przez te wszystkie lata  chciałam do nich wrócić. Zabrać ze sobą.... w końcu tak bardzo mi na nich zależało...ale...ale... nie mogłam...moja przeszłość tam gdzie przebywałam po ucieczce nie była pokolorowana na róż i posypana tęczową posypką... brr... na samą myśl o tamtych wydarzeniach przeszły mnie dreszcze. W końcu... w końcu jednak udało mi się zyskać to czego pragnęłam... i udało mi się wrócić.... cholera mam nadzieję, że Vinc się wyliże... co ja mówię! W końcu to Vinc! Agr....cholerny łeb mnie napierdziela.....Czy on musi tak napierdalać gdy wygłaszam swój wewnętrzny monolog?



"Nie jestem idealna. Lubię przeklinać,

Za dużo wypić, chodzić zakazanymi drogami.

Popełniam dużo błędów, ale uwielbiam

tych ludzi którzy nadal są przy mnie, mimo

iż wiedzą jaka jestem naprawdę..."


~Scott~



Szedłem przez monotonne korytarze szpitala rozglądając się za czymś co wygląda jak tost ,smakuje jak tost i ogólnie jest tostem.. .ta dziewczyna ma racje ,że Vinc kocha wręcz tosty...ale no to raczej mu nie pomoże! Po za tym gdzie ja kurna znajdę tosty w szpitalu!!?-Konstancjo ,znalazłam wczoraj toster ,jednak nie wiedziałam co z nim zrobić. Może tobie się przyda?-spytała nagle jakaś pielęgniarka inną osobę z jej wykształceniem tuż przy recepcji. To jakieś żarty?
-Niech będzie Matyldo.-mruknęła druga i odebrała od niej toster następnie zanosząc go do pokoju pielęgniarek. Gdy wychodziła z niego przekręciła zamek na klucz. Cholera. Oparłem się o parapet i z poker fejsem zacząłem myśleć. Dobra...yolo...Westchnąłem i powoli podszedłem na dyżurkę. Wow...pusto...czyżby mój pech się odwrócił? Szybko wziąłem odpowiedni klucz i popędziłem do pokoju. Zawinąłem toster razem z kilkoma tostami i pognałem do sali. Ciekawe czy to coś w ogóle da...


"Zawsze gdy wstaję jestem optymistą!

A potem pojawiają się ci wszyscy 

idioci...."



~Karina~



Po chwili moich bezsensownych rozmyślań do sali wbił okularnik niosąc toster i tosty. Moje oczka powiększyły się jak pięciozłotówki. Tak dawno nie jadłam tostów...ale nie! Trzeba pamiętać o tym fioletowym debilu! Heh...znaczy o moim bracie...bez słowa podeszłam do czarnowłosego i wyrwałam mu urządzenie pomijając fakt że przy stawaniu wyrwałam również inne kable przyszpilone do mej dłoni. Podziała to kurwa podziękuję. Podłączyłam je do gniazdka i wsadziłam tosty. Po chwili wyskoczyły. Wzięłam jednego do ręki i podstawiłam Vincowi pod nos...POWINNO zadziałać...Ja raczej nie będę się o to modlić! Nie "Powinno". "Ma" Kurna.... I to już. Hmm... jak się obudzi to pierwsze pytanie jakie mu zadam to "Jak to jest być rozjechanym przez bliźniaczkę a uratowany przez tosty?" Ciekawe co odpowie.


"Exitus Letais? No! Plese no!"


~Vinc~


Smaczny i aromatyczny zapach postawił mnie na nogi natychmiastowo. Otworzywszy oczy pierwsze na co rzuciłem swój wzrok to... tosty! Tak. Moje. Kochane. Tosty. Próbowałem usiąść jednak każda próba kończyła się wariacjami mego umysłu w fioletowowłosej główce. To nie fer... ja chce tosta!

-Ka... kari?-Rozpoznałem osóbkę obok. Po jej prawicy stał obrażony na cały świat chłopak o bazaltowych włosach. O widzę że Karina zdążyłajuż zadziałać swą magię i obrazić, czy raczej wkurwić cały szpital. -S-Scott?-Tyle zdołałem dodać i jeszcze niemą prośbę o ukochany przysmak. Niech się nie marnują... chce tosta!


"Nie obchodzi mnie co robisz... 

Nie zostałam stworzona by tu stać jak


kołek i tylko bajecznie wyglądać!"




~Karina~

Położyłam się na szpitalnym łóżku i wgapiłam w gładki sufit ,na którym zawieszone były nieaktywne już o tej godzinie ledowe lampy. Westchnęłam cicho i spojrzałam na śpiącego brata. Lekarz powiedział ,że mamy tu jeszcze poleżeć kilka dni. Pff...i tak jutro wyjdę. Wtuliłam się w poduszkę i ostatni raz zerknęłam na Vinca. Hah...wyglądał tak...niewinnie kiedy spał...Fioletowe kosmyki włosów bezwładnie opadały na błogą twarz ,fiołkowe ślepia zakryte były powiekami obdarzonymi czarnymi ,odrobinę za długimi jak na mężczyznę rzęsami ,a usta były lekko otwarte i wydobywały się z nich ciche pomruki. Heh...zabawny jest jak śpi. Tylko jeszcze jedno pytanie chodziło mi po głowie...Gdzie jest Tori...?


No! Proszę oto kolejny wyczekiwany rozdział! He he nareszcie XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz