" W okół nie ma, nie ma nic,
w mych oczach gruzy, wojna, łzy.
Nadal i nie ma, nie ma nic.
W głowie wciąż strach i głos wciąż drży.
Nie ma, nie ma nic.
Na rękach krew, na ustach krzyk.
Nie ma, nie ma nic,
W mym sercu..... wciąż nie ma nic."
Nadal i nie ma, nie ma nic.
W głowie wciąż strach i głos wciąż drży.
Nie ma, nie ma nic.
Na rękach krew, na ustach krzyk.
Nie ma, nie ma nic,
W mym sercu..... wciąż nie ma nic."
~"Walczyk i Lilu" Panny Wyklęte
Cicha woda spływa po bokach kanionu rozpaczy, a ja topię się w słodkim jak miód źródle rzeki Lete by zapomnieć o koszmarze swego dzieciństwa. Jednak. Czy mi to dane? Na nowo przeżywam to przez sen. Na nowo cierpię gdy w sercu... śmiech. Za dnia. Bo w umyśle i duszy wojna trwa. Cisza. Tak przenikliwa że swymi mocnymi, zimnymi ramionami odbiera mi każdy impuls ciepła z organizmu. Sama. Nie chciana i odrzucona, bez rodziny. Nie mam nic. Kari, odeszła. Vinca... nie ma. Cisza. Cisza. Cisza. Kołysze mnie do snu niczym ukochane dziecię w tym opuszczonym, jak ja przez świat miejscu. Nie chciana, a zarazem chciana. Zapadam w głęboki sen.....
Jestem znów dzieckiem. Mam... może trzynaście lat? Kari już z nami nie ma, a życie daje nie źle w kość. Żyję z bratem jako postrach dzielnicy. Tak. Nawet się nie staramy, bo po co? Czemu mamy przed tym cholernym światem coś ukrywać! Jesteśmy jacy jesteśmy. I koniec. Koniec...... Jest noc. Tej nocy nasza wspólna przygoda się zakończyła. Wiem bo znam tę scenerię na pamięć. Mój najczęstszy sen. Czasem... są one dziwne. Tak. Jakbym widziała swe rodzeństwo. Tak, jakbym przeżywała te same emocje co oni... jednak i ból jest realny a świat zamazany. To bez znaczenia. Muszę oddać się snu i przejść do następnego etapu, tego co chce ukazać mi mój umysł. Jestem z Vincem. Wracamy ze szkoły. Chłopak ma półdługie wtedy jeszcze brązowe włosy zmieniające się powoli w purpurę. Plecak, firmówka z "Pumy" trzymana była na jednym barku który okalała tkanina o barwie błękitu. Zwykła niebieska koszula na guziki rozpięta z powodu ciepłego dnia, a pod nią czarny podkoszulek. Idealnie wpasowało to się w ciemne wydarte Jeansy z dziurami. Strój jego dopełniały ciemne AirMax'y. Karnacja dość bladawa zwłaszcza w gorejącym świetle południa. Pomimo iż jedną ręką, a mianowicie tą bez plecaka zasłania swe paczały przed światłem. Bezczelny, zwykły dla jego osoby uśmieszek górował. Moje włosy również powoli mieniące się w fiolet były spięte w wysokim koku, z którego wychodziły pojedyncze pukielki kręcące się przy twarzy. Srebrna przypinka kształtem przypominająca księżyc uzupełniała mą fryzurę w zupełności. Nigdy nie rozstaję się z tą spinką, jak z wisiorkiem na mej szyi. Są dla mnie jak amulety. Wisiorek przedstawia sierp księżyca kolorem dorównującym oryginałowi, jest o kolistym kształcie bo resztę przestrzeni wypełnia odcień nocnego nieba. Jest wypukły bo szklany, ale prawie nie zniszczalny, razem z rodzeństwem sprawdzaliśmy. Mam go od zawsze. Zastanawia mnie czy od urodzenia, bo nie pamiętam kiedy go dostałam. Staram się go nie zdejmować. Jeśli chodzi o ubiór miałam czarną jensowo rockową kurtkę, oczywiście rozpiętą. Pod nią białą bluzkę na jednym ramiączku z napisem "Trust me i'm Psycho."Odsłaniała mi brzuch. Wytarte jeansy i.... glany. Ciemne glany, lecz nie tak mocno zabudowane. Nie znoszę lekkich butów, wolę takie w których da się schować ostrze i są poręczne. A jak takim kopiesz kogoś.... Auć. Słońce nie dawało mi się we znaki jak osobie po mej lewej, za to umysł pracował jak urozmaicić drogę powrotną do domu. Kręciłam na palcu kosmyk włosów a u ustach miętoliłam gumę, która dawno już straciła swój aromat. W mej głowie kołatała wredna myśl.
-Ej Vinny!- Oznajmiłam z przekąsem do bliźniaka.- Masz gumę balonową we włosach.- Tekst z pająkiem lepiej działał, ale cóż....Obdarzyłam go najniewinniejszym z gamy swych barwnych uśmiechów. Jego źrenice powiększyły się i zaczął palcami przeczesywać swe długie włosy z zastygłym na twarzy przerażeniem. Wybuchłam salwą śmiechu. Naiwniak... A podobno to dziewczyny spędzają więcej czasu przy lustrze. A tu proszę! Zawsze śmiałam się z reakcji swego brata na temat jego włosów.
-Vicky!!!- Krzyknął gdy zorientował się w mym małym przekręcie. Zachichotałam połechtana mile reakcją swego kochanego braciszka. Życie jest zbyt płochliwe i krótkie by je marnować, czasem warto się zabawić!
-Tak?-Zamrugałam rzęsami.- Jakiś problem Vinny?- Wiedziałam wiele odcieni czerwieni, ale przy tym pomidory bledną.... Ładnie kontrastuje z fioletem! Chłopaka chwycił mnie za ramiona i próbował popchnąć w tył tak abym straciła równowagę. Na szczęście zaparłam się butami w nierówną nawierzchnię chodnika. Dając mu chwilę zwodniczej przewagi zaatakowałam wypychając go w tył, tak że upuścił moje ręce i zatoczył się w tył. I mnie ten odruch nie ominął.
- Chcesz się bić?- Zapytałam zadziornie zakładając kosmyk włosów za ucho. No nie zdziwiłabym się, rzecz biorąc.Znów spróbował szczęścia w powaleniu mnie na ziemię, ale tuż przed jego nosem odskoczyłam w bok łapiąc go za plecak. Niestety podłożył mi nogę przez co oboje wylądowaliśmy na podłodze. Teraz walka przeniosła się na inny poziom. Chwycił mnie za nogę i próbował unieść do góry tak abym straciła orientację w terenie. O nie! Zaczęłam się trząść tak jakbym próbowała się wyrwać z jego uścisku. Zaśmiał się.
-A podobno masz imię bogini zwycięstwa.- Trzęsłam swym ciałem tak mocno że z kieszeni mych spodni wypadł scyzoryk. Ostrze. Błysk. Zbyt późna reakcja widoczna w jego oczach. Zamachnęłam się lecz ostrze nie dotarło do jego skóry bo zdołał mnie puścić. Upadłam starając się nie upuścić broni. Oboje podnieśliśmy się na równe nogi. On zdążył wymuskać z kieszeni plecaka prawie identyczny scyzoryk jak mój. Uśmiech mi sposępniał. Walczyć na bron na ulicach miasta? No... dziś nie mam ochoty. Mój umysł pracował i analizował jak go odciągnąć na boczny tor. Gdy mój braciszek się "zagalopuje" nie ma mocnych by na to zaradzić. Jednak są sposoby by oprzytomniał. Moje oczy przybrały bazaltowy odcień.
-Złap mnie jeśli potrafisz.- Puściłam się nadludzkim pędem, obliczając czas jego reakcji, zanim mózg przyswoi sobie że ma biec i wyśle odpowiedni impuls. Byłam pewna że zaraz poczuję jego oddech na karku. Niby tak samo szybcy a jednak mam w owym momencie lepsze szanse.
-Bawimy się w berka siostruś?- Uśmiechnęłam się omylnie przypominając o zostawionym plecaku. Monotonne ulice tworzyły niezwykły labirynt kolorów i ulic, jak jaskrawe anielskie piórka zrzucone ku ziemi. Skręciłam w jedną nie zachęcająco wyglądającą i wyminęłam ciąg straganów. Biegłam w nie tak, by zatoczyć okrąg. Adrenalina buzowała w mych żyłach, a mózg powtarzał "Droga ze szkoły jak co dzień...". Słyszałam jak podąża za mną. Szybko zlokalizowałam zgubę i ją przechwyciłam. Przyśpieszyłam czego się nie spodziewał. Pędem skierowałam się ku domowi. W ręku wciąż dzierżyłam nóż. Zawsze byłam szybsza.... Właściwie.... nie tak szybka jak Kari. Ale szybsza niż on. A teraz dużo ćwiczyłam. Usłyszałam świst.
-Nie fajnie...-Mruknęłam schylając się nad lecącą bronią, obrót i posłanie w przestrzeń ostrza trwało kilka cennych sekund nim dobiłam do drzwi domu. Wyrwałam jego scyzoryk z blachy drzwi która przeżyła już wiele takich ataków. Pomachałam przed nim jego własnością. Podbiegł zmęczony. Bieg sprawił, że jego mordercze zamiary ostygły. Dopiero teraz dotarło do mnie jak mnie ten pęd wypompował. Przez chwilę tak staliśmy przy drzwiach oparci ni to o nie. Ni to o siebie. Położyłam dłoń na jego ramieniu.
-Przyznam że jestem pod wrażeniem.
-I kto to mówi panno błyskawico.- Przewróciłam oczyma, oczyma które powoli się zamykały z powodu oczopląsu mijanych barw. Ręką sięgnęłam po kluczyki do torby jednak złapał moją dłoń w locie. -Zaczekaj.- Otwarłam oczy gdy ten przywarł do drzwi nasłuchując. No tak. Trzeba wrócić do rzeczywistości. A ona jest jasna. Ojciec. Po chwili spojrzał na mnie zrezygnowany. Jest w domu.
-Biorę to na siebie jakby co.-Oznajmiłam westchnąwszy z frustracją. Prze kluczyłam klucz i powoli wkroczyłam do środka, Vincent posłusznie dreptał za mną. Wskazałam na schody na piętro, gdy tylko usłyszałam że gada przez telefon. Może nas nie zauważy....Marne szanse. Ciche zdjęcie butów i wdrapanie się po schodach. Chłopak chwycił mnie za rękę gdy tylko odłożyłam plecak i przeszliśmy do jednego z wolnych pokoi na piętrze. Jeśli przyłoży się tu ucho do podłogi słyszy się wszystko co mówią w kuchni! No przepraszam, ale jak na ... trzynastoletnie dzieciaki to był nie zły plan. No.. przynajmniej w naszym przekonaniu. Bez grama śmiechu, z powagą wypisaną na twarzy przyłożyliśmy uszy do podłogi.
-... Tak. Już się tym zajmę. Przynajmniej jeden kłopot z głowy... Tak wiem które z nich zostawić.- Mój mózg praocawł. Czułam się jak mały robocik nakręcany by myślał za innych. Kłopotów? To jasne że ona mowa ale.... pozbyć? To ma wieeelką gamę znaczeń. Pozbyć na amen? I chwila... jednego z nas? Ma wybrane którego? Słuchałam dalej wiedząc że część rozmowy przeminęła z wiatrem.-... Oczywiście że jest wyszkolona!- Serce przyśpieszyło na dźwięk końcówki.- Tak... jest zdolna nawet zabić.Uzgodnimy transakcję jutro...- Tak... a szczególnie ciebie w owym momencie. Transakcję? Czy ja wyglądam na coś co można sprzedać? Co za... potwór. Tak. To łagodne określenie. Vinny szarpnął mnie za rękaw, ale nie słuchałam. Leżałam na ziemi i zwinęłam się w kulkę, w pozycji embrionalnej.
-Viky!- Oznajmił stanowczo.- Musisz uciekać. Nie mogę.... stracić kolejnej siostry.- Te błaganie mnie dobiło. Oto prosi, błaga mnie o coś ktoś, kto uważa to za oznakę słabości. Wiem doskonale co miał na myśli. Ale tak nie jest. Być nie może, i koniec.
-Kari żyje.- Oznajmiłam matowym głosem.- Po prostu miała dość tego wszystkiego i uciekła... od tego potwora.
-To ty też uciekaj!- Strach że zarak nas zdradzi krzykiem wygrał.
-I co mi to da? Informuję że ty tu zostaniesz.- Wycedziłam przez zęby.
-Uparta jak osioł.- Oznajmił.Podniosłam się na klęczki i spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek.
-Pomóż mi się spakować, zanim się rozmyślę i coś mu zrobię...- Po nie długiej chwili byłam spakowana, ba! Zawsze marzyłam by uciec, więc większość rzeczy trzymałam w torbie. Wystarczyło wypchać ją resztką mego skromnego majątku. Jestem dość prostą osobą, do życia mi nie wiele potrzeba.
-Uciekniesz w nocy.-Odparł. Pokiwałam głową.
-Dobrze....
"Mam naście lat i nie mam już nic
Przeżyłam prawie wszystko
I mogę tylko do przodu iść
A w sercu moim strach i lęk, ale też odwaga
I z każdym dniem jest większa, bo co jeszcze stracić mogę ?"
Sen zaczął się rozmazywać przenosząc w inną scenerię. Byłam przede wszystkim sama. I było ciemno. Ręką niespokojnie macałam powierzchnię podłogi, bo... siedziałam na klęczkach. Dłoń ślizgała się po gładkiej nawierzchni kafelków. Kafelki.... W oddali słychać było przytłumione salwy śmiechu, złudną radość. Smutną w swym magicznym brzmieniu. Zza zamkniętych drzwi, tak, wiem że drzwi bo pod nimi była wyraźna szpara światła. Z niemą ledwością wstałam oswajając się ze swym bratem, ciemnością. Kolebałam się na boki tak jakbym przyzwyczajała się do nowego środka ciężkości. Pchnęłam je delikatnie widząc cichą scenerię. Na scenie stał złoty miś z fioletową muszką i kapeluszem do kompletu. W swym złotawym ręku trzymał mikrofon. Z oddali jego barwę mogę określić jako złoto rdzawy. Tak gdzie nie gdzie widać ślady robotycznej rdzy ukrytej przez złotawe futro. Obok niego... leżała tylko gitara. Był tam wyraźny brak jakiejś.. osoby czy istoty. Głosy. Zza sceny. Szybko ruszyłam tam.
Follow me.....
To było jedyne co słyszałam.
Follow me...
Jedyne za czym podążałam.
Follow me....
Mignięcie światła za ścianą czy.. może raczej ukrytym pokojem. Ku swemu zdumieniu zaczęłam nucić jakąś melodię... Melodię... pozytywki? Tak. Pozytywki. Tej którą słyszałam na urodzinach Mike'a. Drzwi się otwarł a w nich... stanęła postać. W cieniu nie widziałam kto to. Ale wiem jedno. Był. Cały. We. Krwi. Półdługie włosy widoczne w cieniu opadały na bok. Widać było tylko psychiczny i nienaturalny wyszczerz, oraz tak bliskie mi czarne oczy z białymi punktami. Ukrył wzrok w mej osobie, przewiercał mnie na wylot. I przemówił. Głos tak odległy, znajomy i nie. Taki.... wręcz wyzywający.
-You can't save them.... puppet.
Zamurowało mnie. P...puppet? Ja? Świat stał się cały czarny po kawałku znikał. Zdążyłam spojrzeć tylko na swe nogi i ramiona. Były... w czarno białe pasy...
Obudziłam się całą zgrzana.
-O rzesz kur.... Co to było?
Elo! Sorry że tak długo i... taki długi. Pasiam. To za to że tyle mnie nie było... Co tu się stało? Jaka jest historia Viky?
Jaka jest historia Vicky i jej rodzeństwa? To wiem tylko ja! Buhahaha xD! no...i ty xD ale rozdział za rozdział lajk...no i musimy dokończyć ten nowy no już kawałek mamy...
OdpowiedzUsuńJej już się przyzwyczaiłam do czcionki ^^
OdpowiedzUsuń