środa, 13 kwietnia 2016

~Po co ja tu przyszłam?...~

" Czym jest życie? Jeżeli nie  kłamstwem utkanym dla bez myślnych marionetek 
jakimi jesteśmy, przez sam los?"

Per.Mike

Przełknąłem wielką gulę w gardle. Najgorsze przed nami. Przedstawianie tej.... introwertyczki znajomym. Choć introwertycyzm to nie zbyt dobre określenie na jej osobę.
-To... jest moja kuzynka. Rachelle.
-Wolę Rae!- Oznajmiła radośnie wymachując obrazem który sama namalowała. Jego fragment wyraźnie odbił się na jej bluzce swą barwną kakofonią. Rudawe włosy latały wraz z resztą jej zwariowanego ciała.
-Tak... A to.- Wskazałem na brawurową i bezczelną istotę która nawet nie musiała się starać by nas ignorować. W uszach tkwiły jej czarne słuchawki, a ręka wystukiwała pewny rytm na materiale spódniczki. Miała nas głęboko w poważani jednak z doświadczenia wiem że wszystko słyszy, i każde słowo może zostać obrócone przeciw mnie. - Jest Victoria ale lepiej mówcie Tori jeśli chcecie żyć.- Oznajmiłem spokojnie próbując unikać morderczego spojrzenia dziewczyny. W prawdzie istotka ta miała kaszmirowy kaptur na swej główce jednak ustka, oczęta i zarys twarzy został widoczny. Oczy niczym demoniczne ślepia błyszczały diabelskim blaskiem, ustka rozchylały się by wycharczeć koleją cierpką uwagę. W porównaniu do Rae na której twarzy gościł głęboki rumieniec, tak jakby było jej ciągle gorąco. Oczęta w odcieniu butelkowej zieleni były ogromne i błyszczały dziecięcym blaskiem. Uśmiech szczery i prawdziwy niczym u bezbronnego, małego dziecka. Gromka ilość piegów okalała powierzchnię w koło jej lekko zadartego ku górze noska.. Jedna tajemnicza niczym Artemida która buszuje w lasach, okryta mgłą wtajemniczonych duszyczek. Druga jej przeciwieństwo niczym promienny Helios w formie kobiecej, łaskawy dla świata, lecz gorszy od swej bliźniaczej siostry pod wieloma aspektami. Tori wciągnęła spory haust powietrza i podeszła do nas zgrabnym krokiem, co wyglądało tak jakby wręcz lewitowała. Płynność jej ruchów wskazywała na akt irytacji w jej sercu. Fritz chyba nie zrozumiał mojej aluzji bo podszedł do ciemno włosej z półgębkiem uśmiechu na twarzy. I rzucił typową dla siebie wredną uwagę.
-Miło mi cię poznać Tori jeśli chcecie żyć.... wybacz pytanie... Ale co mi zrobisz?- Ten Rudy porąb rozłożył ręce po boku. Na ustach ciemnowłosej wykwitł wredny uśmieszek. Złapała go za lewą dłoń i jednym zwinnym ruchem w koło własnej osi wygięła ją w sposób bolesny, jednak nie groźny dla jego osoby. Podczas tego małego przedstawienia zdołała mu jeszcze zrzucić uwagę.
-On nie żartował.- Minęła nas i ruszyła w kierunku Dining Area. Scott, Vincent, Jeremy i Fritz spojrzeli na mnie pytająco. Lulu wyglądał na zadowoloną. Dam głowę iż niemymi gestami dopingowała Vicky całymi swymi siłami. Wyglądało to jak  scena z igrzysk śmierci w której drapieżca przekonuje iż warto się go bać. Rae wzruszył swymi wątłymi ramionkami i ruszyła za przybraną siostrą. Zapowiada się długi wieczór....

Per. Lulu

Przyznam iż ów istotka mnie zaintrygowała gdy swą dłonią o mlecznobiałej karnacji wykręciła rękę rudemu z satysfakcją i pasją zawartą w ruchach. Nie umiałam sobie jednak przyswoić jakiego stylu walki użyła. Wiem jedno, jak ona we mnie nie chce mieć wroga, tak ja nie chcę w niej. Trzeba przycisnąć Mika by więcej coś o niej wyśpiewał czy tego chce czy nie. Dining area było ogromnym wręcz, prostokątnym pomieszczeniem z którego wychodziło wiele przejść  w tym do kącika nagród. Na podłużnej scenie stały trzy znane wszystkim roboty, w swym zastygłym w bezruchu tańcu. Niczym żołnierze stojący na baczność czekając na odstrzał. Boniacz kurczowo ściskał w metalowych łapskach gitarę, jednak jakaś odważna lub lekko myślna istota z łatwością mogłaby ją wyswobodzić.  Dziewczyny lustrowały roboty uważnym wzrokiem.
Tori miała przed sobą telefon i zręcznym ruchem zmieniała piosenkę. Rae się do nas odwróciła z fascynacją w swych dziecięcych oczkach.
-A co to za roboty?- Potrząsnęła dłonią drugiej.
-Uno. Masz tu chodzące encyklopedie.- Oznajmiła z przekąsem.- Dos istnieje coś takiego jak ulotka dla upośledzonych i głodnych informacji przybyszy i Tres twój kuzyn analfabeta.- Wróciła do słuchana muzyki. Vincent wybuchł śmiechem. Nie rozumiem co go tak rozśmieszyło....No może te zdanie o Mike'u. (XD). Rae jakby się obudziła i podała mojemu chłopakowi spóźniony prezent, ten idiota nawet nie pokazał mi co narysowała. Tori gwizdnęła zwracając na siebie uwagę i podrzuciła nie wielką paczkę ze słowem "Orięt" do kompletu. Mike z ledwością złapał na co ta wywróciła oczyma. Trochę ją rozumiem. Kondycją to on nie może się popisać.
-Co z muzyką?- Zapytała jakby to było najważniejsze pytanie. Może dla niej muzyka to priorytet? Zerknęła na stanowisko na którym Scott rozłożył komputer, a teraz sprawdzał coś na telefonie. No kto by się spodziewał? - Mam nadzieję że będzie jakaś znośna muzyka.- Mike spojrzał na nią z chamskim uśmiechem. Na co ta wyciągnęła dłoń w jego kierunku z niemą wymianą zdań.-Nawet o tym nie myśl. A nie chwila. Ty nie myślisz.
-Dzień dobroci dla zwierząt.- Przypomniała Rae z takim uśmieszkiem jakby ona o tym od początku wiedziała.
-Ale z ja puszczam muzę z kompa a to później.- Oznajmiła zaborczo.
-Każdy może puścić co chce.- Oznajmił solenizant.Przewróciła swymi lekko umalowanymi oczyma.
-Byle nie Disco Polo bo inaczej.- Przejechała po szyi odsłaniając większą część włosów w dość charakterystycznym geście.
-Przyłączam się do jej słów.- Poparł ją fioletowowłosy. Rany. Zmarszczyłem brwi. Czy tylko mi wydają się podobni? Gdy pierwsza piosenka poleciała puszczona przez ciotę dziewczyna zamknęła się w swej samotni załamana wyborem. Sądząc po jego wyborze mogę się do niej przyłączyć. Potem tort i... brak zajęć. Rly? Jak można nic nie przygotować. Brawo Mike! Po raz pierwszy jestem wdzięczna rudemu który wpadł na pomysł gry. Jedn gdy uświadomiłam sobie co może się tu zdarzyć mia miałam ochotę go zabić.
-Zagrajmy w butelkę!- Mam złe przeczucia....

Per. Tori

Od trzech godzin grają w butelkę i pijąc alkohol który załatwił mój jakże inteligentny "Kuzyn" wiedząc że Rae delikatnie mówiąc odpierdala po pierwszej butelce. Ja nie przepadam za napojami wyskokowymi więc nawet się nie skuszę. Moją skórę okryła delikatna mgiełka ciepła w pomieszczeniu gdzie znajduję się tak liczna liczba osób. Ściana była całkiem przyjemnym miejscem... tak ciepła... i nie irytująca...(Pozdro dla Simsomania XD). Zamknęłam oczy lustrując że muzykę będzie puszczał ten fioletowowłosy chłopak. Rany... co to za moda z farbowaniem się na ten kolor? Niektórzy mają tu zrazy z dzieciństwa! Pomyślałam o swym radosnym dzieciństwie w którym wzrastała ma psychopatyczna lekko duszyczka. Nie musiałam się zamykać w klatce duszy w tym zimnym, nieczułym i opuszczonym przez wszelakie bożki świecie. Co mnie zbudziło z mego monotonnego transu poza lecącymi na oczy fiołkowymi puklami które powoli chciały ujawnić się innym? Piosenka. Ktoś puścił coś NORMALNEGO. Piosenka "Monster" Skillet'ów  dotarła do mych uszu z zapóźnionym rytmem. Ja jednak ze swym doświadczeniem muzycznym idealnie odszyfrowałam linię melodyczną i zaczęła nucić tekst co nie obyło się.... bez oklasków. Tylko dwie osoby mogły sprawić że inni zwrócili na mnie uwagę. Mike i Rae. Oboje siebie warci. Przestałam.
-Śpiewaj dalej!- Oznajmił chłopak o lekko bladawej karnacji z czarnymi włosami i butelkowo zielonymi oczyma które wydawały mi się przerażająco znajome. Okulary miał również w tym samym kolorze. Spojrzałam na niego wzrokiem jakim obdarza się mówiących do ciebie nie znajomych. Może Rae nie przeszkadza gadać z kimś kogo się nie zna, ale nie mi. -Jestem Scott Cawthon.
-Aha.- Mruknęłam. Realnie im zależy na moim fałszu? O rany. Muszą być naprawdę pijani (No jasne... wcaaale nie umiesz śpiewać. xD)- Już nie pasjonuje was butelka?- Odpowiedz twierdząca. Zajebiście. Istota zwana Vincem puściła tę piosenkę, a właściwie sam jej podkład. Zaczęłam śpiewać.
The secret side of me
I'll never let you see
I keep it caged but I can´t control it
So stay away from me, the beast is ugly
I feel the rage and I just can´t hold it

It´s scratchin on the walls
In the closet in the halls
It comes awake and I can´t control it
Hidin' under the bed
In my body in my head
Why won´t somebody come and save me from this
Make it end

I feel it deep within
It´s just beneath the skin
I must confess that I feel like a monster

I hate what I´ve become
The nightmare´s just begun
I must confess that I feel like a monster

I, I feel like a monster
I, I feel like a monster

My secret side I keep
Hid under lock and key
I keep it caged but I can´t control it
Cause if I let him out
He´ll tear me up break me down
Why won´t somebody come and save me from this
Make it end

I feel it deep within
It´s just beneath the skin
I must confess that I feel like a monster

I hate what I´ve become
The nightmare´s just begun
I must confess that I feel like a monster

I feel it deep within
It´s just beneath the skin
I must confess that I feel like a monster

I, I feel like a monster
I, I feel like a monster

It's hiding in the dark
It's teeth are razor sharp
There´s no escape for me
It want's my soul it want's my heart

No one can hear me scream
Maybe it's just a dream
Maybe it's inside of me
Stop this monster

I feel it deep within
It´s just beneath the skin
I must confess that I feel like a monster

I hate what I´ve become
The nightmare´s just begun
I must confess that I feel like a monster

I feel it deep within
It´s just beneath the skin
I must confess that I feel like a monster

I'm gonna lose control
It's something radical
I must confess that I feel like a monster

I, I feel like a monster
I, I feel like a monster
I, I feel like a monster
I, I feel like a monster

 -Zadowoleni?- Spytałam po czym na powrót "Przytuliłam" ścianę. Rae podeszła do mnie i zapytała.
-Czy chodź raz nie możesz się wyluzować?
-Hm... niech pomyślę... Nie.- Oznajmiłam zawzięcie.- Ostatni raz gdy się NAPRAWDĘ wyluzowałam dowiedziałam się od PRAWDZIWYCH rodziców że moja siostra bliźniaczka nie żyje a od brata zostałam oddzielona. - O bracie wręcz wysyczałam jej do ucha tak aby nikt nie słyszał. W mych oczach zapłonęły perliste krople smutku lecz nie pozwoliłam im wyjść na zewnątrz. Jako że większość była zlana w słup nie otrzymałam dużej dawki uwagi. Skryłam swe włosy pod kapturem nieco szczelniej. Nikt się nie dowie. Nikt. Nigdy. Troje nas było dwoje się rozdzieliło. Jedno zaginęło. Odbiłam się od gładkiej, jak tafla wody oceanu i ruszyłam w nie znanym sobie kierunku. Gdzieś gdzie mogę pobyć sama ze sobą...

~*~*~*~

Ciche spokojne miejsce roztaczało swą aurę wabiąc mnie jak muszkę do słodkiego. Powolne kroki rozbrzmiewały na kafelkach z przytłumionym dźwiękiem. Udręczona dusza błąka się po piekielnych odmętach niosąc w sercu rozpacz i sen. Krzyczałam zbyt głośno memu sercu zadawano ból, lecz doceniam szeptu łyk. Dotarłam do pomieszczenia które było w mej małej osobistej sferze wyobraźni niczym ze snu. Dawno temu przestałam wierzyć że będzie lepsze jutro. Pokój ten wyglądał cudownie. Na półkach stały różne zabawki, u dołu stało ogromne pudło wyglądem przypominające biały prezent z czerwoną wstążką. Obok niego przypięte były balony. I była czarna pozytywka, ładna..... Ogółem to miejsce przypominało dziecięce mrzonka o idealnym świecie. Mgliste wspomnienia mogły tu odżyć i zamknąć mnie w swych ogromnych łapskach. Zamknięta w labiryncie własnych wspomnień. Więzień snów i marzeń. Pozwoliłam ciepłej cieczy na powolne opadnięcie po mych licach.  Usiadłam na zimnych kafelkach opierając się całym ciałem o "prezent". Miałam wrażenie że za mną coś się poruszyło jednak gdy spojrzałam przez ramię zobaczyłam że było to złudne wrażenie. Wyjęłam zdjęcie i patrząc na nie zaczęłam wspominać szczęśliwe czasy.....

~Per. Marionetka~

Siedzenie w tym pudle jest monotonne. Co dzień ta sama śpiewka, ta sama melodia, piosenka. Pozytywka gra... i gra.... uspokajając mój głęboko skryty lekko ognisty temperament, jednak zawsze najważniejszy jest rozsądek. Można powiedzieć że trwałem obecnie w stanie letargu, w pół śnie. Jednak niewielki ruch mógł mnie zbudzić, co się stało. Ktoś usiadł i oparł się o moje pudełko budząc mnie przy tym. Aksamitne podbicie music box'a było wygodne dla mej osoby, nie ważne czy w postaci ludzkiej czy animatronika. Kto odważył się budzić mnie w noc w której nie jestem aktywny? Jakiś łatwowierny strażnik? A może jeden z moich przyjaciół? Nie. Każdy by zapukał. Może wychylić się? Zobaczyć któż mnie budzi?! Delikatnym ruchem w postaci animatronika wychyliłem się z music box'a. Była to dziewczyna, której z ciemnowłosej główki spadał kaptur fioletowe pasemka i  fioletowe końcówki ombre fosforyzowały w ciemnościach dławiących wszelkie światłu. Mrok jest dl rozmyślań. Więc o czym ta istotka rozmyślała? Nie wiem. W ręku trzymał stare zdjęcie przedstawiające bliźniaczo podobne rodzeństwo o włosach koloru purpury. W jednym miejscu jakby czegoś... bądź kogoś brakowało. Trzeciej osoby. Łzy opadały na jej ubrana barwiąc je niewidocznym odcieniem. Smutek zakrywał swą czarną zasłoną jej egzystencję, rozpaczliwe łkanie wydobywało się z krtanie dziewczyny. Ustka układały się w niemą pieśń bólu i cierpienia które biczowało przestrzeń pomiędzy nią a mym pudełkiem. Utkała nie widoczną dla świata barierę i okryła się nią niczym kocem odgradzając się od świat tak aby nikt jej nie skrzywdził. Czułem się tak, jakby u mych stóp siedziała mała zapłakana dziewczynka której nie sposób nie pocieszać. Radość. To uczucie które mnie rozpiera gdy widzę uśmiechy dzieci.

Dusza dziecka któremu odebrano życie, wolność i przyszłość skacze z radości. Kocham powodować uśmiechy dzieci. Wystarczy dać im maskotkę czy balonik  i patrzeć na zarys uśmiechu, dziecięcą euforię rysującą się na ich twarzach. Teraz, choćbym nie wiem jak miał pocieszyć tę istotkę nie mogę. Ona potrzebuje samotności, a ja czuję się jakbym naruszył jej prywatną przestrzeń choć jest odwrotnie. Dziewczyna z nie ufnością i ciekawością dotknęła pozytywki, znacie to uczucie gdy ktoś dotyka wasze rzeczy a wy mu na to pozwalacie? Nie chcecie mu tego odbierać? Właśnie tak się czułem gdy dziewczę to nakręcało pozytywkę. Gdy melodia rozbrzmiała dłuższą chwilkę, jej linia melodyczna wpadła istotce w ucho. Zaczęła nucić. Idąc za ciosem. Jakby układała własną pieśń.... do mojej melodii. Była to cicha pieśń tak spokojna niczym szkarłatne krople spływające na ziemię. Kap... Kap.... zbyt wiele złych wspomnień. Wzdrygnąłem się w duchu na samą myśl o nich. Smutek na jej twarzy był piorunujący, tak jakby ktoś jej coś odebrał o ona ostatkiem sił próbowała żyć dalej. Monotonne kroki rozbrzmiały na posadzce zaciemniając ostatnie promienie światła.

Per. Tori

Kogóż tu przywiało do mej samotni? Nawet tu nie mogę mieć chwili spokoju? Westchnęłam.  Była to owa dziewczyna zwana przez innych Lulu. Brązowe włosy kręciły się w niesforne pukielki u dwóch kucyków po bokach. Radosne oczy koloru ciepłego brązu jaśniały, lecz była w nich iskierka zadziorności.
Nie wyglądała na osobę która choćby tknęła alkoholu, co wzmogło moje podejrzenia że wszystko słyszała.
-Tori. Czemu nie jesteś na imprezie?
-Pytanie raczej brzmi dlaczego przyszłam na tę imprezę.- Odrzekłam spokojnie. Westchnęła i usiadła obok lustrując zdjęcie.
-Ładne.- Określiła. Wskazała na moje włosy.-One również.- Kiwnęłam głową od nie chcenia. Może zdołam się z nią zaprzyjaźnić? Nie zadaje teraz  zbyt wielu pytań, ale kto wie jak jest naprawdę? Poczułam chęć zwierzenia się dziewczynie.
-To ja i mój brat... bliźniak.- On również nazywa się Vincent jak twój przyjaciel... chciałam dopowiedzieć lecz nie mogłam. Na powiedzenie o zagubionej siostrze też nie miałam odwagi. Karina.... Gdzie ty jesteś? Nadal zadaję sobie to pytanie.
-Jeśli chcesz rozmyślać to radziłabym ci stąd iść zanim oni.- Wskazała na miejsce odbycia imprezy.- Tu przyjdą. - Kiwnęłam głową.
-Dzięki Lulu.- Oznajmiłam i ruszyłam w stronę wyjścia. Jest tylko jedno miejsce gdzie mogłam w spokoju pomyśleć.....

Per. Ogólna

Ranek był dość ciekawy... bo zaczął się od jednego zdania....
-Gdzie jest Tori?!

XDDD I co? Mam troszku smutku z wczoraj ale on znika, żyje się dalej! Mam nadzieję że się podoba i proszę o komy ;)

3 komentarze:

  1. "Ściana była całkiem przyjemnym miejscem... tak ciepła... i nie irytująca...(Pozdro dla Simsomania XD)"
    Jestem Simsomania! Yaaay...
    Simsomanii*, lelz...

    "-Zadowoleni?- Spytałam po czym na powrót "Przytuliłam" ścianę."
    Tylko ja mogę przytulać ścianę! xD

    OdpowiedzUsuń