środa, 10 sierpnia 2016

"Ib - Purple Version" Rozdział 1 "Galeria i tajemniczy obraz"

Okej więc jak widzicie ja i Violiś będziemy tu wspólnie pisać nowe opko z gry "Ib"
Gra opowiada o...a zresztą co ja będę pierdolić kutwa, obejrzyjcie se Elevena albo dowiecie się w swoim czasie podczas rozdziałów o co chodzi xD Ogólnie w opku chodzi o to co się stanie gdy oreo dam dziś wil-ko-wi? nasza trójka (Ja ,Viol i Vinc) dostaniemy się do TAMTEGO świata xD Żeby nie było
Viol, Violet, Tori, Vick, Victoria, Vicky - to jedna osoba o wielu ksywkach/imieniach
Kari ,Karina ,Veatrees - jak wyżej


Na schodach rozległy się szybkie stuki kroków ,a już po kilku sekundach z dwóch ostatnich stopni skoczyła dobrze znana im osóbka. Na jej twarzy malował się ciepły ,pogodny uśmiech ,a oczy lśniły blaskiem podekscytowania. Violet oderwała się od lektury i spojrzała pytająco na siostrę ,podczas gdy ich brat zajęty był konsumcją tostów. Karina widząc ich pytający wzrok wlepiony w jej osobę charknęła teatralnie i zaczęła przemawiać.
-No więc ,w naszej galerii sztuki jest nowa wystawa. Jest to wystawa Guertena ,jednego z większych artystów! Jego sztuka ponoć wręcz ożywa w umysłach odbiorców i niesie się do każdej ich komórki niosąc natchnienie!-mówiła z podnieceniem.-Pójdziemy?-spytała na koniec robiąc maślane oczka do rodzeństwa.
Vincent wywrócił oczami i wrócił do wcześniejszej czynności.
-Nie.-warknął przegryzając kolejny kawałek pieczonego chleba.
-No ,ale no.-załkała Kari.-Violiś? Powiedz coś!
Dziewczyna spojrzała to na niego to na nią i wzruszyła ramionami.
-Ja tam idę.-oświadczyła.-W końcu wiecie jak bardzo kocham sztukę!-dodała z większym entuzjazmem i teraz zachowaniem identycznie odzwierciedlała siostrę.
-No żarty jakieś.-warknął chłopak.-Kari! Bo pokaże Scottowi listę twoich byłych!
-Pff...chcesz go zamęczyć? Czytanie jej zajęłoby mu z dwie godziny.-prychnęła.
-Co ty Kari! Scott tak szybko nie czyta!-stwierdziła Viol.-Idziesz amebo ,może się czegoś nauczysz.
Fioletowo włosy chciał zaprotestować. Kilka razy otwierał usta i zamykał ,aż w końcu chyba się poddał wiedząc ,że tym razem z nimi nie wygra.
-Świetnie to jak już nikt nie ma nic przeciwko to jedziemy!-krzyknęła Karina i pognała do swojego pokoju. Z szafy wybrała kilka ubrań. Założyła odkrywający brzuch biały top z czarnym nadrukiem "I'm a God" ,fioletową bluzę z kapturem z kocimi uszkami, białe shorty i fioletowe trampki z białymi sznurówkami. Stanęła przed lustrem i przeczesała ręką swe włosy koloru bzu i konwalii ,następnie związując je w kitę. Kredką poprawiła swój makijaż i gotowa do wyjścia powróciła do salonu. Na nią czekał już Vincent ubrany w zwykł koszule w czarno-fioletową kratkę, czarne jensy i czarno-fioletowe Nike'i. Po chwili dołączyła do nich Violet w looku typowym dla jej oryginalnej duszyczki. Na ręce miała zarzucony czarny ,luźny sweter ,a pod spodem zwykłą ciemno fioletową koszulkę z nadrukiem "I'm crazy? No , I'm just psychopath!" ,a na nogach czarne shorty i glany.
-Kto ostatni w galerii ma za mnie zmianę z Mike'iem!-krzyknęła dziewczyna ze złotymi pukielkami po czym pognała w stronę drzwi by następnie popędzić do garażu po swój motocykl. Rodzeństwo poszło w jej ślady i już po chwili cała trójka z piskiem opon wyjechała na główną ulicę.

-Tak!-zawołała Violet i przybiła z siostrą piątkę.-Jesteśmy pierwsze!
Vincent nie był tym faktem zadowolony szczególnie przez wcześniejsze oświadczenie siostry. On? Zmianę z tym jełopem Mike'iem? Świat się wali! Lekko wkurzony wszedł przez oszklone drzwi co po nim uczyniły również bliźniaczki. Znaleźli się w pomieszczeniu prawdopodobnie będącym recepcją.
-Kari to załatwi!-zawołała i podeszła do lady ,za którą stał mężczyzna w dość podeszłym wieku.-Doberek panu!-przybrała jeden ze swoich najbardziej debilnych i irytujących uśmieszków.-Co tam? Jak leci? Żona zdrowa? Hajsu nie brakuje?
Staruszek obdarzył ją karcącym spojrzeniem poczym odkaszlnął i przybrał kamienny wyraz twarzy.
-W czym mogę pani pomóc?-spytał.
-Więęęęc...chcieliśmy zwiedzić galerie!-oświadczyła wskazując kciuekiem na Vincenta i Violet stojących kilka metrów od niej.-Ile wstęp?
-Gdyby pani czytała ogłoszenia wiedziałaby pani ,że wstęp jest darmowy.
-Soł...gótbaj.-mruknęła i spochmurniała. Nie dość ,że nie udało się jej go wkurzyć to jeszcze on obniżył jej zajebiste ego i samoocenę! Hańba dziadowi!
-Co jest Veatrees?-zgadnął fioletowo włosy widząc jej minę.
-Nie nazywaj mnie tak.-warknęła nakładając kaptur na głowę. Wyglądała w nim uroczo i aż nie można było posądzić ,że kryje się pod nim bezlitosna psychopatka.-Chodźmy już.-rzuciła bardziej hardo. -Tyle rzeczy do zwiedzenia! Hah!

Ruszyli schodami w górę ,a po chwili stanęli w przedsionku korytarza ,którego wszystkie ściany pokrywały różnościowe obrazy. Od czasu do czasu można było spotkać jakąś fascynującą rzeźbę doskonalę ukazującą fantazję twórcy. Kari i Viol diametralnie spoważniały. Co jak co ,ale dla sztuki mają ogromny szacunek!  Chodzili tak przez jakieś piętnaście minut oglądając dzieła Guertena ,aż w końcu Vincent nie wytrzymał.
-Błagam was! Nazywacie to sztuką!? Jakiś czarno-biały ryj z podpisem "Worry"!? Błagam was to wszystko tej jebanej galerii jest nudne ,głupie, zjebane i beznadziejne ,naprawdę nie wiem co widzicie w tym gównie!-wydarł się tak głośno ,że zwiedzający znajdujący się niedaleko nich spojrzeli na chłopaka z oburzeniem.
-Vincent...-zaczęła Viol jak najbardziej spokojnym głosem.-Nudny, głupi ,zjebany i beznadziejny jesteś ty amebo.-warknęła łapiąc go za kołnierzyk koszuli i pociągając w dół. Fioletowo włosy nie był jakoś bardzo wyższy od siostry ,ale Tori lubiła patrzeć się z góry na swoje "ofiary". -To miejsce publiczne idioto więc jak ci się coś nie podoba ,zachowaj to dla siebie!-wykrzyczała mu w twarz ,a w jej oczach pojawiły się ogniki wściekłości.-R O Z U M I E S Z ! ?
Chłopak pokiwał twierdząco głową ,a Vicky puściła go.
-Ale i tak nadal nie wiem co wy dwie widzicie w tej sztuce.
-Artysta przelewa swe emocje w sztukę. Swe uczucia umieszcza na obrazach i w rzeźbach. To tak jakby zaklinał cząstkę swojej duszy w każde z tych dzieł. To zwyczajnie fascynujące móc odczytać z obiektów twórczych myśli ich autora.-powiedziała Karina na jednym tchu.
Reszta rodzeństwa popatrzyła na nią zaskoczona.
-Eeee...takie horkruksy?-spytał Vinc na co siostry walnęły mocnego facepalma.-No co!?
-Nic...my naprawdę jesteśmy spokrewnieni? Na oddziale pewnie musieli się pomylić!-Jęknęła Violet idąc w swoją stronę i lustrując wzrokiem kolejne dzieła.
-Też nie jestem zachwycony.-mruknął.
-Dobra dość marudzenia ,ruszamy dalej!-zawołała Kari i wraz z bratem dogoniłą ją.
Mijali kolejne twory Guertena ,siostry pod coraz większym wrażeniem ,a Vinc coraz bardziej zirytowany. Po jakimś czasie dotarli do pustego korytarza ,w którym całą ścianę zajmował wielki obraz oprawiony w złotą ramę. Na jego płótnie malowały się rozmaite barwy ,zarówno te ciemne jak i te jaskrawe ,a ich kontrast tworzył niezwykle mroczny i tajemniczy krajobraz.
-Błagam was jakaś paćkanina farbek i to tyle w tym kontakście.-prychnął chłopak na co bliźniczki zmierzyły go pogardliwie wzrokiem.
-Jakiś tam World.-przeczytała Kari z metalowej tabliczki.
-Co ty czytać nie umiesz!?
-No...umiem ,ale..to pierwsze słowo jest zamazane.-stwierdziła przyglądając się bliżej. Nagle światła zaczęły migać ,aż zgasły prawie całkowicie, a pomieszczenie oświetlała tylko słaba poświata z niedużych okienek. Dzień był pochmurny więc co się dziwić...
-No zajebiście! Jeszcze zasilanie wysiadło!-zawył Vinc.
-Na elektryka ich nie stać czy jak?!-warknęła Kari i ruszyła w stronę korytarza prowadzącego do schodów.-Chodźcie idziemy zrobić skargę w recepcji!
-A jak!-uśmiechnęła się Viol.
Jednak gdy wyszli na główny korytarz w okół nie było ani żywej duszy.
-Co jest...-szepnął.
Gdy dotarli do recepcji tam również nikogo nie zastali.
-Hę? Gdzie wszystkich wywiało?-zapytał fioletowo włosy na co Kari wzruszyła ramionami i podeszła do wyjściowych drzwi. Szarpnęła za klamkę i...
-Za...zamknięte...
Pozostali spojrzeli na nią wielkimi oczami.
-JAK TO ZAMKNIĘTE!?-wydarł się-NIE BĘDĘ SIEDZIAŁ W TYM WARIATKOWIE ,AŻ TO OTWORZĄ!
Kiedy to wykrzyczał pomieszczenie zaczęło wydawać się jeszcze bardziej ciemne i mroczne ,a gdzieś w oddali było słychać jakieś kroki.
-Ktoś se z nas chyba żarty robi. Przecież powinno być otwarte...-stwierdziła Violet rozglądając się.
Chodzili chwilę po parterze ,ale nie znaleźli niczego pomocnego. Po jakimś czasie poddali się i wrócili na piętro.
-Cz-czekajcie.-jęknął Vinc.-Z-zdawało mi się ,że ktoś przeszedł za tą szybą...
Trojaczki podeszły do wspomnianej szyby i zajrzały przez nią.
-Vinny ,tam niczego nie ma, masz paranoje.-powiedziała Tori i ruszyła dalej. Nagle usłyszeli walenie w szkło. Jak na komendę spojrzeli w "okienko". Były na nim wyraźne ślady po uderzaniu w nie.-Dobra co tu jest do cholery granę...
Nagle idąc przed siebie na ich oczach z obrazu przedstawiającego martwą naturę wypadło jabłko i rozbiło się na ziemi. Wszyscy mieli na twarzach wypisanego mind fuck'a.
-Te...te kroki...-mruknęła Violet.-Jakby wydobywały się ze ścian i...
-A co jeśli.-przerwała jej Kari.-co jeśli...znaczy...myślicie ,że to...przez ten obraz?
-Co ty pierdolisz?-warknął. Jednak ona nie słuchała. W swoim zamkniętym dla umysłów innych amoku podążyła w stronę korytarza z wielkim obrazem. Rodzeństwo oczywiście podążyło za nią wiedząc ,że w takim stanie samej zostawiać jej nie można. Vincent był z lekka przestraszony za to Violet była w swoim żywiole. Już wyczuła jakąś nietypową sprawę.
Gdy znaleźli się już w owym korytarzu zobaczyli ,że z pod obrazu wypływa jakaś niebieska maź. Na ścianach za to pojawił się czerwony napis "COME"
-O ja pierdole.-mruknął Vinc.
-Nie pierdol bo rodzinę powiększysz.-zadrwiła Vick i podeszła do owej mazi ,która teraz uformowała się w jakiś napis.-"Chodźcie na dół ,pokaże wam sekret"-przeczytała i uśmiechnęła się. Uwielbiała takie tajemnicze klimaty. Kari za to wyglądała...jak nie Kari. Jej oczy na chwilę obecną były pozbawione uczuć i beznamiętnie wpatrywała się w obraz.-Kariś!? Ufo do Kariś! Idziemy na dół!
-No chyba cię pogło sis!-krzyknął Vincent.-To jest podstęp! Pułapka! Ja nigdzie nie idę! Kari weź coś powiedz! Ja stąd wychodzę!
Karina jednak za nim coś powiedzieć sama bez słowa ruszyła w stronę schodów. Szła niczym zahipnotyzowana ,a Viol i Vinc podążali za nią ciekawi co zamierza. Violet hardo zadowolona z postępu sytuacji i ciekawa kolejnych wydarzeń ,a Vincent lekko niepewny. Nie można powiedzieć ,że był przestraszony no bo cóż...prawie codziennie użerał się z morderczymi pluszakami nawiedzonymi przez duszę dzieci! Taka sytuacja nie była dla niego straszna. Bardziej bał się nieznanego.
Kari doszła do pomieszczenia z jakąś konstrukcją ,którą otaczało coś na pierwowzór wody. Barierki ,które wcześniej ją otaczały teraz były otwarte ,a do "wody" prowadziły czerwone ślady butów.
-Hmm...interesujące.-mruknęła w Vicky.-Wygląda jak krew jednak gdy podejdziesz bliżej wyraźnie widać farbę...-stwierdziła wpatrując się już nie w ślady ,a w samą wodę ,do której prowadziły.-Powinniśmy skoczyć?
-No chyba nie!-zaprotestował. Kari patrzyła się chwilę tępo na wodę.-Sis co ty ro...
Jeden krok...
Drugi krok...
Trzeci krok...
I...plusk...


Rozdział był pisany/poprawiany kilka razy i kilka razy mi się wszystko usuwało więc musiałam pisać od nowa(o czym Violiś nie wiedziała bo gdzieś mi z fejsbuka wyparowała ;-;) więc pewnie jest gorszy niż jego pierwowzór. No cóż...to chyba oficjalnie pierwsze nasze wspólne opko ^^ (bo w tamtym jej tylko pomagałam)
Mam nadzieje ,że to opowiadanko będzie się pojawiać częściej niż tamto...Ech...no niestety mam aktualnie natłok ,ale puki z Viol mamy wenę to postaramy się pisać je systematycznie. No...i jak to jedna z moich ulubionych bloggerek mówi : "Nie bądź lama, Zostaw komentarz!" XD 

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

~Szpital i.....Toster?~


"Wszyscy jesteśmy 
równie mocno zepsuci
w środku.
Bo każdemu z nas brakuje 
jakiegoś kawałka
Serca...."

~Karina~

Moje ciężkie jak ołów powieki powoli unosiły się ku górze w cholernie biały odłam sufitu. Czułam się jak wybudzona machinalnie z transu, takiego który paraliżuje twe wszystkie kończyny, co świadczyło o objawach chwilowej katapleksji. Głowa mi pękała, serce biło niemiłosiernie o klatkę piersiową. Gdzie ja jestem? Biały kolor sterylnych, szpitalnych ścian bił po oczach. Biel.... czemu nie czerń? Jest taka ładna...Jednak w owej chwili przypomniałam sobie wszystko. Wypadek. Krew. Vincent..... VINCENT! Aua. W tej chwili rozbolałą mnie głowa. Z ledwością uniosłam lewą dłoń do głowy by wyczuć szwy na swej fiołkowo włosej główce.Czarnowłosy nic nie robił. Tylko stał przy swym przyjacielu jak truśka. Nosz do cholery jasnej?!O nie, nie... tak się nie będziemy bawić. Próbowałam wstać na równe nogi co było trudne zważywszy na plik kabelków przyczepiony do pikającej maszyny.
-Ej ty!-Zawołałam z ledwością podnosząc się na nogi, czy raczej do siadu bo do nóg mi daleko.-Tak do ciebie mówię!- Chłopak zwrócił się do mnie z niemym wyrazem twarzy, taaa.... ja też nie jestem radosna że choćby próbuję nawiązać tę rozmowę.
-Czego.-Warknął utrzymując mnie w myśli że raczej nie polubił mej szanownej persony. Już miałam "kulturalnie" na to odpowiedzieć gdy złapał mnie skurcz w miejscu gdzie powinien być żołądek.
-Ile.. uh... tu leżymy?-Zagadnęłam siląc się na jak najmniej jadu w głosie.
-Tylko wieczór...-Ale mnie to już nie obchodziło gdy zerknęłam kątem oka na bliźniaka, moja postawa diametralnie się zmieniła a mój głos stał się nie tyle co słodki jak miód tylko... zatroskany.
-Co z nim? Wybudził się? Powiedz do cholery że tak! - Dla niego nie było dobroci w głosie. O nie! Chcę w tej sekundzie wiedzieć co dolega mojemu bratu! Więc śpiewaj Amebo....
-Nie wybudził się... lekarze nie znają poziomu jego obrażeń z tego powodu....Z resztą... co cię to obchodzi?!- Nie słuchałam go a ilustrowałam fioletowo włosego  uważnym wzrokiem, od rozcięcia na głowie którą zapewne uderzył o nawierzchnię asfaltu po pikający kardiomonitor przypięty do jego osoby. Zdawał się być bledszy niż zazwyczaj.... Ale to chyba naturalne przy takiej ilości bieli, która zdaje się wysysać z ciebie kolory.
-A nie wpadłeś geniuszu na pomysł by go ocucić?!- Spojrzał na mnie jak na debilkę.
-Że co... niby jak?- Nie wyglądał na zachwyconego mą piękną reakcją.
-Eeee... zauważ iż ten osobnik, zwany powszechnie Vincentem jest nałogowym tostożercą... Jeśli mu pod nos podstawisz  ciepłego pachnącego tosta to może ruszy te leniwe dupsko i powstanie z martwych.-Prychnęłam pół ironicznie pół serio.
-To jest myśl!-Ruszył do drzwi oznaczających wyjście z z sali OIOM'u.
-Mi też przynieś niedojebie!-Albo mnie nie słyszał, albo zignorował i szczerze stawiam na tę drugą opcję... Skąd takie istoty na ziemi się biorą, no ludzie! Nie.. to nie jest teraz ważne... ważny jest mój brat.Spojrzałam na niego. Był chyba w jeszcze gorszym stanie niż ja. Nie powiem....Martwiłam się o niego... i to cholernie...przez te wszystkie lata  chciałam do nich wrócić. Zabrać ze sobą.... w końcu tak bardzo mi na nich zależało...ale...ale... nie mogłam...moja przeszłość tam gdzie przebywałam po ucieczce nie była pokolorowana na róż i posypana tęczową posypką... brr... na samą myśl o tamtych wydarzeniach przeszły mnie dreszcze. W końcu... w końcu jednak udało mi się zyskać to czego pragnęłam... i udało mi się wrócić.... cholera mam nadzieję, że Vinc się wyliże... co ja mówię! W końcu to Vinc! Agr....cholerny łeb mnie napierdziela.....Czy on musi tak napierdalać gdy wygłaszam swój wewnętrzny monolog?



"Nie jestem idealna. Lubię przeklinać,

Za dużo wypić, chodzić zakazanymi drogami.

Popełniam dużo błędów, ale uwielbiam

tych ludzi którzy nadal są przy mnie, mimo

iż wiedzą jaka jestem naprawdę..."


~Scott~



Szedłem przez monotonne korytarze szpitala rozglądając się za czymś co wygląda jak tost ,smakuje jak tost i ogólnie jest tostem.. .ta dziewczyna ma racje ,że Vinc kocha wręcz tosty...ale no to raczej mu nie pomoże! Po za tym gdzie ja kurna znajdę tosty w szpitalu!!?-Konstancjo ,znalazłam wczoraj toster ,jednak nie wiedziałam co z nim zrobić. Może tobie się przyda?-spytała nagle jakaś pielęgniarka inną osobę z jej wykształceniem tuż przy recepcji. To jakieś żarty?
-Niech będzie Matyldo.-mruknęła druga i odebrała od niej toster następnie zanosząc go do pokoju pielęgniarek. Gdy wychodziła z niego przekręciła zamek na klucz. Cholera. Oparłem się o parapet i z poker fejsem zacząłem myśleć. Dobra...yolo...Westchnąłem i powoli podszedłem na dyżurkę. Wow...pusto...czyżby mój pech się odwrócił? Szybko wziąłem odpowiedni klucz i popędziłem do pokoju. Zawinąłem toster razem z kilkoma tostami i pognałem do sali. Ciekawe czy to coś w ogóle da...


"Zawsze gdy wstaję jestem optymistą!

A potem pojawiają się ci wszyscy 

idioci...."



~Karina~



Po chwili moich bezsensownych rozmyślań do sali wbił okularnik niosąc toster i tosty. Moje oczka powiększyły się jak pięciozłotówki. Tak dawno nie jadłam tostów...ale nie! Trzeba pamiętać o tym fioletowym debilu! Heh...znaczy o moim bracie...bez słowa podeszłam do czarnowłosego i wyrwałam mu urządzenie pomijając fakt że przy stawaniu wyrwałam również inne kable przyszpilone do mej dłoni. Podziała to kurwa podziękuję. Podłączyłam je do gniazdka i wsadziłam tosty. Po chwili wyskoczyły. Wzięłam jednego do ręki i podstawiłam Vincowi pod nos...POWINNO zadziałać...Ja raczej nie będę się o to modlić! Nie "Powinno". "Ma" Kurna.... I to już. Hmm... jak się obudzi to pierwsze pytanie jakie mu zadam to "Jak to jest być rozjechanym przez bliźniaczkę a uratowany przez tosty?" Ciekawe co odpowie.


"Exitus Letais? No! Plese no!"


~Vinc~


Smaczny i aromatyczny zapach postawił mnie na nogi natychmiastowo. Otworzywszy oczy pierwsze na co rzuciłem swój wzrok to... tosty! Tak. Moje. Kochane. Tosty. Próbowałem usiąść jednak każda próba kończyła się wariacjami mego umysłu w fioletowowłosej główce. To nie fer... ja chce tosta!

-Ka... kari?-Rozpoznałem osóbkę obok. Po jej prawicy stał obrażony na cały świat chłopak o bazaltowych włosach. O widzę że Karina zdążyłajuż zadziałać swą magię i obrazić, czy raczej wkurwić cały szpital. -S-Scott?-Tyle zdołałem dodać i jeszcze niemą prośbę o ukochany przysmak. Niech się nie marnują... chce tosta!


"Nie obchodzi mnie co robisz... 

Nie zostałam stworzona by tu stać jak


kołek i tylko bajecznie wyglądać!"




~Karina~

Położyłam się na szpitalnym łóżku i wgapiłam w gładki sufit ,na którym zawieszone były nieaktywne już o tej godzinie ledowe lampy. Westchnęłam cicho i spojrzałam na śpiącego brata. Lekarz powiedział ,że mamy tu jeszcze poleżeć kilka dni. Pff...i tak jutro wyjdę. Wtuliłam się w poduszkę i ostatni raz zerknęłam na Vinca. Hah...wyglądał tak...niewinnie kiedy spał...Fioletowe kosmyki włosów bezwładnie opadały na błogą twarz ,fiołkowe ślepia zakryte były powiekami obdarzonymi czarnymi ,odrobinę za długimi jak na mężczyznę rzęsami ,a usta były lekko otwarte i wydobywały się z nich ciche pomruki. Heh...zabawny jest jak śpi. Tylko jeszcze jedno pytanie chodziło mi po głowie...Gdzie jest Tori...?


No! Proszę oto kolejny wyczekiwany rozdział! He he nareszcie XD